15 marca 2014

Jak przetrwać w Gruzji? [wskazówki praktyczne]

O wyjeździe do Gruzji myślałam, że jest na granicy mojej podróżniczej strefy komfortu. Pierwsza podróż do Azji, w dodatku do kraju, który nie jest jeszcze za bardzo rozwinięty turystycznie i - nie czarujmy się - niezbyt zamożny. Kiedy w przewodniku wyczytałam, aby wyjeżdżając za miasto uważać na niedźwiedzie, psy pasterskie, szakale i pozostałości min przeciwpiechotnych, byłam już pewna: moja strefa komfortu tego nie obejmuje. Ciekawość podróżnicza zwyciężyła ze zwątpieniem i dobrze, bo na miejscu okazało się, że nie taka Gruzja straszna. Nie zmienia to jednak faktu, że opuszcza się znajome europejskie ciepełko, odkrywając nieco inną rzeczywistość. Kilka wskazówek jak najsprawniej przestawić się na "tryb gruziński" znajdziecie w niniejszym poście.

Wiecie jaką taktykę obronną na wszelkie agresywne stwory, które można spotkać na gruzińskich bezdrożach, proponował wspomniany przewodnik? Rzucanie w nie kamieniami (sic!). Jako miłośniczka wszystkich zwierzaczków (nie dotyczy robali i gołębi), nawet tych, które mogą odgryźć mi rękę, miałabym opory przed zastosowaniem tej metody. Dobrze więc, że okazała się niepotrzebna. Wbrew tytułowi Gruzja to żaden survival, czułam się tam bezpieczniej niż nieraz w Polsce, ale - jak już wspomniałam - jest INACZEJ. Gotowi na krótkie przeszkolenie? :-)
Trudność nr 1: POGODA
Przed wyjazdem zawsze sprawdzamy prognozy pogody dla danego miejsca i z reguły znacząco nie odbiegają od rzeczywistości na miejscu. Tym razem nie było to takie łatwe. Każdy z uczestników naszej 8-osobowej ekipy powoływał się na zupełnie inne dane, od 20 stopni do -5, od słoneczka po śnieg (i weź tu się człowieku spakuj w podręczny!). Okazuje się, że pogoda w Gruzji jest bardzo zróżnicowana, przynajmniej w marcu, dlatego prognoza musi dotyczyć konkretnego miejsca i czasu, bo kilkadziesiąt kilometrów dalej czy też za kilka godzin w tym samym punkcie może być zupełnie inaczej.

WSKAZÓWKA:
Przygotuj plan wyprawy z rozpiską dla poszczególnych dni i sprawdź prognozy dla każdej z lokalizacji z osobna. Generalnie rzecz biorąc, im wyżej w górach tym zimniej, a im bardziej w stronę Morza Czarnego, tym przyjemniej. Oczekuj jednak nieoczekiwanego. Co z tego, że zapowiadali słoneczko i ciepełko. Niech Cię nie zdziwi wichura z mocą 70 km/h (nas zdziwiła).
Trudność nr 2: UBRANIE
Konsekwencja problemu nr 1. Skoro trudno przewidzieć jaka będzie pogoda, a prognozy są bardzo rozbieżne, tym bardziej trudno skompletować ubranie. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej przy wszelkich objazdówkach. W trasie naszej wyprawy do Kazbegi spotkaliśmy naszego rodaka w krótkich spodenkach (pozdrawiamy kolegę z Trójmiasta, jeśli to czyta!), a temperatura sięgała niemal zera (miejscami utrzymywał się śnieg do kostek). Facet był twardy i nie trząsł się z zimna, ale był zaskoczony - przecież w Kutaisi miało być 20 stopni i słońce.

WSKAZÓWKA: 
Nie bez powodu nieśmiertelna cebula króluje wsród stylizacji gruzińskich turystów. Przy tak zmiennych warunkach najlepiej ubrać się warstwowo i zrzucać poszczególne elementy, jeśli zaistnieje taka potrzeba. W Waszym bagażu niech znajdą się więc ciuchy, które będą pasować jeden na drugi i przede wszystkim będą wygodne. Niezależnie od tego, jaka jest wasza podróżnicza stylówka i czy - tak jak ja - niechęcią pałacie do wszelkich Campusów, Alpinusów i innych North Face'ów, jadąc do Gruzji trzeba przeprosić się z tego typu odzieżą. Citybreaki na elegancko pozostawcie na kiedy indziej - to jest kraj górzysty, w którym nawet w miastach trzeba się czasem trochę powspinać. Absolutnym must have są trekkingowe buty z mocniejszą podeszwą i nieprzemakalna kurtka. Ja, wobec braku tej drugiej, w góry wybierałam się z czerwoną parasolką z Rossmanna i wyglądałabym co najmniej śmiesznie, gdyby nie to, że wraz z przekroczeniem granic miasta przestało padać (patrz: punkt 1 i zmienność pogody)
Trudność nr 3:  CZAS
Polskę od Gruzji dzielą +3 godziny różnicy czasowej. Powoduje to odczuwalnego jet laga, zwłaszcza przy wstawaniu rano (inaczej budzi się o 8, a inaczej o 5, prawda?). Poza taką różnicą, nasze narody dzieli nieco inne podejście do punktualności. W Polsce umawiając się na konkretną godzinę, dopuszcza się powiedzmy 15-30 minutowe opóźnienie. W Gruzji samo umówienie się na konkretną godzinę jest bardzo teoretycznym założeniem i nie powinna nas dziwić różnica nawet kilku godzin. Zauważyłam też zasadę, którą nazwałam "zasadą 3 minut". O cokolwiek zapytasz, np. ile zajmie dojście do danego miejsca, usłyszysz "3 minuty". Za ile będzie przystanek? "3 minuty". Okazuje się, że jest to bardzo uniwersalna jednostka czasoprzestrzeni :-).

WSKAZÓWKA:
Poza umówieniem się z gospodarzem hostelu na płatność o 9:00 i dokonania tej płatności dopiero po 12:00, raczej nie mieliśmy styczności ze słynnym Georgia Maybe Time. Może to oznaka "europeizowania" się kraju, bo kiedy umawialiśmy się z kierowcami na transport o konkretnej godzinie, ci zjawiali się zwykle kwadrans przed czasem (!). Co do zmiany czasu, wydaje mi się, że najlepiej szybko przestawić zegarki i nie przeliczać, która o tej porze jest w Polsce, tylko podążać za gruzińskim rytmem doby. Nie wiem, czy to charyzma tego kraju, czy coś nie tak z moim organizmem, ale znacznie bardziej odczułam przestawienie się na powrót na czas polski. Od tygodnia o 21 padam ze zmęczenia, a o 6 czuję się wyspana.
Trudność nr 4: JĘZYK I ALFABET
Widzieliście kiedyś alfabet gruziński? Jak dla mnie wygląda trochę jak runy z Władcy Pierścieni. Kiedyś jarałam się światem wykreowanym przez Tolkiena i nawet próbowałam kopiować pismo runiczne, ale na nic mi się ta umiejętność przydała. W Gruzji czułam się jak dziecko we mgle, nie mogąc rozczytać niczego. Wydawać by się mogło, że w kraju, do którego przyjeżdża coraz więcej turystów, chociażby nazwy ulic będą też w alfabecie łacińskim. Tymczasem nie jest to takie oczywiste. Co więcej, nie tylko my nie radzimy sobie z alfabetem gruzińskim, ale też Gruzini nie zawsze radzą sobie z naszym. Komunikacja ustna też bywa skomplikowana. Po angielsku dogadamy się z nielicznymi, głównie młodymi, osobami. Najpewniejszym strzałem jest język rosyjski.

WSKAZÓWKA:
Przed wyjazdem przygotuj sobie listę kilku podstawowych słówek po rosyjsku, takich jak liczby, pytanie "ile kosztuje?" [fonetycznie: skolka?] itd. Jeśli masz dostęp do internetu, możesz skorzystać z Google translatora i wyświetlić swój komunikat po gruzińsku (patrz: zdjęcie poniżej). Wersja analogowa: poproś mówiącego po angielsku Gruzina, by napisał Ci na karteczce pytanie/informację po gruzińsku i pokazuj karteczkę tubylcom (sprawdzone podczas szukania przechowalni bagażu). Jeśli nie dajesz rady dogadać się po angielsku, po rosyjsku umiesz mniej niż nic, a migowy jakoś Ci nie idzie - próbuj po polsku. Wbrew pozorom może pójść całkiem łatwo, no i zyskasz wielkiego plusa od rozmówcy tylko dlatego, że jesteś z Polski - oni naprawdę nas lubią! Odnośnie alfabetu: na lotnisku, stacjach metra, czy w punktach informacji turystycznej wszystko będzie zapisane "po naszemu". Nazwy ulic czy pozycje menu w restauracji już niekoniecznie. Przygotuj się więc do wyjazdu: po wydrukowaniu mapy (np. trasy do hostelu) zaznacz sobie na niej punktu orientacyjne, po których łatwiej poznasz czy idziesz w dobrym kierunku (np. stacja metra, most, rzeka, market itd.). Na sytuacje restauracyjne dobrym rozwiązaniem jest SŁOWNICZEK POTRAW GRUZIŃSKICH.

Trudność nr 5: PIENIĄDZE
Skoro padło już Skolka? to idę za ciosem i napiszę o pieniądzach.Podróżując po Europie przyzwyczailiśmy się płacić w euro i funtach, tymczasem tutaj walutą jest egzotycznie brzmiące lari. Jedno lari to niecałe 2 złote, stąd ceny przelicza się bardzo łatwo. Ogólnie jest w Gruzji tanio (lub tak, jak w Polsce - np. w McDonald's), co jest miłą odmianą wobec podróży na zachód Europy. Można się poczuć trochę jak taki przysłowiowy Anglik czy Amerykanin i machnąć z uśmiechem "reszty nie trzeba".

WSKAZÓWKA:
W polskich kantorach waluty gruzińskiej raczej nie dostaniecie, dlatego najlepiej zabrać ze sobą euro i na miejscu wymieniać w kantorach. Można też wypłacać pieniądze z bankomatu, o ile Wasz bank oferuje taką usługę za darmo (nasz oferuje). W gruzińskich restauracjach na porządku dziennym jest doliczanie opłaty za serwis (10% od rachunku). Biorąc pod uwagę niskie zarobki Gruzinów (podobno około 300 dolarów miesięcznie) i ich niesamowitą uprzejmość, gorąco polecam dawanie napiwków. Nie bądźmy cebulakami, dla nas to naprawdę niewielka różnica. Z drugiej strony - osoby ze zdolnościami do negocjacji będą Gruzją zachwyceni - tutaj naprawdę można, a nawet trzeba się targować, zwłaszcza w opłatach za transport. Najlepiej, jeśli będziecie stanowić większą grupę - wówczas macie większą moc przetargową, bo takie np. 8 osób to niemal cała marszrutka i opłaca się kierowcy zrobić kurs na Waszych zasadach. Co to marszrutka? O tym w kolejnym podpunkcie :-).
Trudność nr 6: RUCH DROGOWY
Po wizycie w Gruzji na drodze nic mnie już nie zdziwi. Co prawda od niedawna nie wolno już tam prowadzić pod wpływem alkoholu, ale na przykład nikt nie zwraca uwagi na to, po której stronie jest kierownica w Twoim aucie, z której strony wyprzedzasz (oficjalnie ruch jest prawostronny), czy ilu pasażerów przewozisz (obowiązuje zasada: tylu, ilu się zmieści, na stojąco czy na siedząco, po dostawieniu krzeseł). Głównym środkiem transportu publicznego są marszrutki, tj. minubusy. Ceny przejazdów takowymi są inne dla miejscowych, inne dla turystów, ale i tak niewielkie (od 0,40 GEL w zwyż). Tak, jak pisałam wcześniej, w przypadku dłuższych tras z prywatnym kierowcą, można negocjować trasę czy cenę. Pieszy w mieście nie ma łatwo. Wschodni sposób myślenia, że ważniejszy jest ten, który jest za kółkiem, niż ten, który jest na zewnątrz, obowiązuje. Przejść dla pieszych jest niewiele (jeśli już to głównie podziemne, z których korzystanie dostarcza wyjątkowych doznań zapachowych), a nawet jak trafi się zielone światło, to nie jest powiedziane, że ktoś nie będzie jechał wprost na Ciebie. No co, spieszy mu się.

WSKAZÓWKA:
W Tbilisi funkcjonuje całkiem sprawnie metro, z którego korzystanie jest niedrogie (0,5 GEL za przejazd; wcześniej jednorazowo trzeba kupić kartę, na którą elektronicznie ładuje się bilety - karta kosztuje 2 GEL, jest to kaucja zwrotna, ale trzeba zachować paragon). Do sposobu jazdy gruzińskich kierowców (zawrotna prędkość, wyprzedzanie na trzeciego, szarpanie) da się przyzwyczaić, choć początkowo wydawało  mi się to niemożliwe. Podróże marszrutkami pozwalają najlepiej poczuć miejscowy klimat, obserwować zwyczaje miejscowych, poznać ciekawych ludzi. Polecam tą formę transportu, zwłaszcza, że często można dostosować taki przejazd pod swoje potrzeby.
Trudność nr 7: PAPIEROSY
Nie palę i nie znoszę dymu papierosowego w moim bliskim sąsiedztwie. Do palaczy nie mam nic, dopóki nie chcą dzielić się swoimi tytoniowymi radościami ze mną. O ile w Europie Zachodniej i w Polsce palenie staje się coraz mniej popularne, tak w Gruzji nie zdziwiłabym się, gdyby na pełnym legalu paliły nawet dzieci w przedszkolach. Palą wszyscy, wszędzie. W miejscach publicznych, pomieszczeniach zamkniętych i na świeżym powietrzu. Właściciel naszego hostelu dziwił się, że nie chcemy popielniczki w pokoju (jak to, NIKT NIE PALI?). Nic dziwnego, że jest to tak powszechne, kiedy papierosy kosztują GROSZE (około 2 GEL, czasem nawet mniej) i kupić je można wszędzie, nawet w automatach z "łapką", w których u nas nad morzem poluje się na maskotki.

WSKAZÓWKA:
Jeśli nie możesz pokonać wroga, to się do niego przyłącz. Oczywiście nie polecam rozpoczynania palenia w Gruzji, tylko dlatego, że jest tanio i robią to wszyscy. Polecam za to przyzwyczaić się do takiego, a nie innego stanu rzeczy, bo i tak go nie zmienimy. Z czasem naprawdę przestaje się to czuć, choć na szczęście ten stan mija wraz z powrotem do kraju. Jeśli wśród Twoich znajomych są palacze, bardziej niż z magnesa na lodówkę ucieszą się pewnie z tytoniowego suwenira. Zorientuj się najpierw w przepisach celnych, by nie mieć problemów na lotnisku.
Trudność nr 8: ALKOHOL
Gruzińskie wina, jakie znamy z naszych półek sklepowych, nie są zbyt znane w ich rzekomym kraju pochodzenia. Kupiliśmy takie jedno w sklepie w pierwszy dzień wyjazdu i nie mogliśmy się do niego dostać, ponieważ w hostelu nie było korkociągu. Co więcej, nie mieliśmy możliwości go nigdzie kupić, bo jest to sprzęt prawie nieznany. Jak to możliwe, skoro według niektórych danych winogronowy napój bogów pochodzi z Gruzji? Otóż, pije się wina sporo, ale są jest to wino domowej roboty, które produkuje niemal każde gospodarstwo domowe. Tradycyjnym naczyniem do picia tego trunku w Gruzji jest róg, który może być fajną pamiątką z pobytu. Oczywiście aktualnie podaje się wino głównie w szklaneczkach, a rozlewa się je z plastikowych butelek po Coca-Coli (takie wina kupić można nawet na targu, za około 2 GEL za litr). Fani mocniejszych trunków będą zachwyceni gruzińską czaczą - wódką z wytłoków winogronowych, o mocy nawet 60%. 

WSKAZÓWKA:
Trenuj wątrobę przed wyjazdem ;). A tak poważnie: przestawienie na wina domowej roboty wcale nie jest takie trudne, wina są naprawdę dobre. A, że podawane w plastikowych butelkach, no cóż - taki urok. Jeśli będzie Ci dane pić z gruzinami, mierz swe siły na zamiary. Spotkaliśmy parę Polaków, którzy zaproszeni do wspólnego biesiadowania polegli w bojach z wprawnymi koneserami czaczy. Poza kacem gigantem nic im się nie stało, wieczór podobno upłynął bardzo sympatycznie, nie mniej mieli problem, by trafić do hostelu - który znajdował się po drugiej stronie ulicy, centralnie naprzeciwko baru.
Trudność nr 9: CZYSTOŚĆ I HIGIENA
Co kraj to inna tolerancja dla bałaganu. W Gruzji jest ona dość duża, jednak nie jest tak brudno jak w krajach arabskich czy - podobno - w Indiach. Dla nas, Europejczyków delikatesów, zaskoczeniem były szczególnie gruzińskie toalety. Większość z nich (poza hostelami i niektórymi restauracjami) to przysłowiowa "dziura w ziemi", obudowana ceramiczną nakładką, na której można postawić stopy. Nawet znajomo wyglądające toi-toje kryły w sobie podobną konstrukcję (tam nawet bez ceramiki, po prostu ziemia). Załatwianie "na Małysza" i wyrzucanie papieru toaletowego do kosza, zamiast do kanalizy, są nieodłącznym elementem wyjazdu.

WSKAZÓWKA:
Nie ma co dramatyzować, tylko przypomnieć sobie jak to się robi w lesie. I tyle. Można się przyzwyczaić, jak do innych rzeczy. Warto zaopatrzyć się w antybakteryjny żel i chusteczki, aby zachować większą higienę. Od kilku dni w trochę gorszych warunkach sanitarnych się nie umiera (albo byliśmy szczęściarzami).
Trudność nr 10: INNE STANDARDY
W Gruzji nic nie jest sztywno ustalone, a przez to wszystko jest możliwe. Tak, jak to, że pytasz kelnera o możliwość dojazdu spod restauracji na lotnisko, a on załatwia Ci kierowcę z odpowiednim (no, prawie - 6 osobowym, ale dało się wcisnąć w 8) samochodem, który za niewielką opłatę zawozi Cię na czas. Zaczęłam podejrzewać, że w tym kraju każdy ma minibusa, bo kogokolwiek nie pytaliśmy o przewóz, mógł nam go od ręki zapewnić. Tylko tam mogliśmy z zimna wejść do przypadkowego budynku, który był otwarty i zamiast być potraktowani jak intruzi, zostaliśmy przyjęci jak przyjaciele z dalekich stron. Tylko w Gruzji spotkałam się z tym, że sprzedawczyni zamiast kalkulatora używała drewnianego liczydła, a oficjalna przechowalnia bagażu na dworcu wyglądała jak opuszczony sklep, nad którego bezpieczeństwem czuwał starszy pan z kłódką. Tylko w tym kraju możesz legalnie kupić własnej roboty wysokoprocentowy alkohol (czaczę) bez banderoli na targu i zapłacić za niego 3 lari, a potem wypić go i nie oślepnąć :-).

WSKAZÓWKA:
Zamiast dąsać się, że u nas coś takiego jak wypasanie krów przed najważniejsza świątynią w mieście nie mogło by mieć miejsca, korzystaj z tego, że w Gruzji takie rzeczy się jeszcze dzieją. Jest to kraj nietypowy, póki co jeszcze mało europejski, a przez to tak bardzo ciekawy. Warto poczuć tą nietypowość na własnej skórze, dopóki jest to jeszcze możliwe. 
POST SCRIPTUM
Jak się ma moja strefa komfortu po wyjeździe do Gruzji? Bardzo dobrze. Rzeczywiście, nieco się poszerzyła, ale przecież na tym polega rozwój. Mąż straszył mnie przed wyjazdem, że będzie taki hardcore, że "po Gruzji będzie już nam wszystko jedno". Miał ubaw, że z tą moją nieodłączną prostownicą do włosów oraz zamiłowaniem do skandynawskiego ładu i minimalizmu, w tak "dzikim" kraju się nie odnajdę. Tymczasem odnalazłam się całkiem dobrze i mam wrażenie, że trochę tego gruzińskiego luzu przywiozłam ze sobą do Polski.









23 komentarze:

  1. wskazówka ode mnie: jadąc do Gruzji weźcie ze sobą większą niż zwykle dawkę wyrozumiałości, luzu i spokoju. Nie oczekujcie zbyt wiele i dajcie się porwać gruzińskiej fantazji. To jest Gruzja, tutaj nic nie powinno Was dziwić :D Aga, świetny post!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Kochana :-). Twoja wskazówka jest jak najbardziej na miejscu - podpisuję się ręcami i nogami :D

    OdpowiedzUsuń
  3. o to teraz mi narobiłaś ochoty jeszcze większej na gruzję. bałam się, że już jest zadeptana, ale wychodzi na to, że może jeszcze uda mi się zobaczyć to, co wam.
    a powiedz mi, jak lecieliście? w sensie skąd (w-wa? katowice? bezpośrednie loty?), ile czasu się leciało i jak ceny biletów? kojarzę coś zfly4free, że często nie jest drogo.
    ogólnie z takimi rzeczami jak kibel jako dziura w ziemi albo niekoniecznie higieniczne warunki przygotowywania jedzenia nie mam problemu, co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. bardziej męczące dla nas jest ten brak punktualności, i to, że często nie idzie się czegoś konkretnie dowiedzieć, no bo własnie - '3 minuty' albo '100 metrów'.
    polecam gorąco apkę na telefon maps with me, można do niej sciągnąć mapy z googla, mieć je offline a do tego korzysta z gpsa, więc nie trzeba się martwić, że nie ma internetu. życie nam ratowała nie raz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ponieważ bilety kupowaliśmy w czwórkę (dwie osoby bez wizz clubu) to średnio wyszło po 163 zł, ale pierwsze dwa bilety były już za 148 zł. lecieliśmy z Warszawy, bardzo przyjemne 2:45 minut lotu, wysiadka w Kutaisi. wszystko jeszcze wrzucę w posta podsumowującego, łącznie z planem wycieczki, gdzie spaliśmy itd. aktualnie z tego co mój Adam zaglądał są bilety do 300 zł w dwie, a jeśli by się jechało na tydzień środa-środa to nawet poniżej 200 zł (bez karty). ale zdarzają się lepsze oferty.

      dzięki za polecenie apki - ściągnę i przetestuję przy następnym wypadzie :-).

      Usuń
    2. teraz właśnie weszły bilety na jesień, zimę i luty-marzec. w tym roku chcemy sobie zostawić dwa tygodnie wolnego na coś ekstra, wiec w grę wchodziłby przyszły rok. powiedz mi, tak poza wichurami i mgłami, bardzo zimno było? możemy wybrac tak jak wy na 4 dni, albo na tydzień - poleciałabyś na dłużej czy starczył wam ten pobyt? bo widzę że zostają efektywnie 3 dni, ale z drugiej strony - urlopu szkoda, zresztą wiesz. bukować czy nie bukować? ;)

      Usuń
    3. pogoda pewnie będzie zupełnie inna na jesień, choć w górach pewnie dalej zimno. w miastach (Tbilisi, Kutaisi) teraz było cieplutko, niecałe 20 stopni. jeśli nie przeszkadza Wam zimowy klimat to dobrym terminem będzie 3 - 6 stycznia (tylko 1 dzień urlopu, 3 dni na miejscu) albo 3 - 10 stycznia, też korzystnie czasowo. my nie zobaczyliśmy Batumi i planujemy kolejny wyjazd, gdybyście pojechali na tydzień moglibyście zaliczyć za jednym zamachem. podsumowując: bukować! O ile nie przeszkadza Wam zima, to bierzcie styczeń, jeśli wolicie przyjemniejsze warunki - to jesień. tydzień jeśli chcecie z Batumi, 3 dni jeśli tylko Tbilisi, Kazbegi, Kutaisi.

      Usuń
    4. właśnie zaczęłam się przychylać do tygodnia! kurcze, chyba bukujemy. ale wtedy przełom lutego i marca wolimy, jakoś mam opory przed wykorzystaniem 1/4 urlopu już na samym początku roku :d

      Usuń
    5. przełom lutego i marca to pewnie będą podobne warunki jak nasze, czyli raczej spoko. na zachętę do Batumi: http://www.rferl.org/content/incredible-mcdonalds-batumi-georgia-architecture/24966153.html tam jest sporo takiej nowoczesnej architektury, zupełnie inny klimat niż reszta miast. no i morze, choć na wiosnę to tylko do oglądania :-)

      Usuń
  4. Nie mogę się napatrzeć na ten alfabet. Jest boski! ;]]]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D ja kiedyś jarałam się wyglądem hebrajskiego alfebetu, ale gruziński go zdetronizował :-)

      Usuń
  5. niesmigielska, w gru jest tyle pięknych i ciekawych miejsc, że wierz mi, nawet tydzień to zdecydowanie za mało! :)
    alfabet nie jest taki straszny jak wygląda, też się go można nauczyć, a przydaje się bardzo :) na przykład czekając pół godziny na odjazd marszrutki i porównując nazwy miejscowości na przednich szybach z przewodnikiem :)
    co do jęz. ros. nie wszyscy chcą go używać, czasem wręcz spotkaliśmy się z sytuacjami, że udają, że nie rozumieją. wtedy lepiej po polsku. od wojny monęło już trochę lat ale mimo wszystko niechęć jest bardzo silna. spotkaliście się z tym? były w ogóle takie tematy poruszane z Gruzinami, czy nie? ciekawa jestem, od mojej podróży minęło już 3,5 roku prawie, wtedy był to jeszcze bardzo świeży temat.
    pozdrawia. :)
    ps. domowecwino jest pyszne i nie trzeba się zniechęcać plastikową butelką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spotkaliśmy się z niechęcią do rosyjskiego, choć też za dużo go nie używaliśmy (bo nie umiemy :D). Rozmawialiśmy z jednym młodym Gruzinem o sytuacji w kraju, o Unii Europejskiej, zarobkach itd. Mówił, że obecnie dużo ludzi (w tym on) wyjeżdża do pracy do Rosji, bo są tam lepsze perspektywy. Tematu wojny nie poruszaliśmy. Widzieliśmy jedynie uliczkę w Gori odbudowaną po rosyjskim ataku. Pozdrawiam również!

      Usuń
    2. to może w takim razie już się to trochę 'uklepało' (słowo niezbyt właściwe, ale inne nie przychodzi mi do głowy). tym bardziej, jeśli wyjeżdżają do Rosji do pracy...
      przepraszam za te literówki, ciężko mi się pisze na telefonie.

      Usuń
    3. Być może kwestia czasu, a może taki konkretny człowiek się nam trafił. Ale za to w Kutaisi widzieliśmy na murach sporo oznak wsparcia dla Ukrainy, a więc przeciwko Państwu na R. ;-)

      Usuń
  6. jakoś tak sentymentalnie wróciłam do tego postu i uśmiechnęłam się pod nosem kiedy doszłam do "post scriptum" ;) strefa komfortu mówisz.. ;) po Gruzji to już będzie wszystko jedno hehe no proszę, a przed nami wrześniowe Indie! wtedy dopiero będzie nam wszystko jedno! a Gruzja okaże się kolebką cywilizacji :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, strefa komfortu nieźle się nagimnastykuje przy tym wyjeździe :]. Ale za to potem jakiego będziemy mieli luza! Już nie będzie życzeń typu "oby była ciepła woda w łazience", a raczej "oby była woda".

      Usuń
    2. Witaj Agnieszko. Proszę powiedz mi czy jadąc do Tbilisi spotkaliście się z kimś kto wysiadał na autostradzie przy skręcie do Gori? podobno tak można. 9.11 ląduję w Kutaisi mając nadzieję, że uda mi się tam dotrzeć. Pozdrawiam Bożena

      Usuń
    3. Niestety nie spotkałam się z kimś, kto miałby taki plan. Może uda się złapać marszrutkę prosto z lotniska do Gori? W Gruzji wszystko jest do dogadania, więc nawet jeśli nie będzie planowanego kursu, może się znaleźć kierowca chętny do takiego transportu :)

      Usuń
  7. Fajnie opowiedziałaś o Gruzji. My byliśmy tam dwa razy i w styczniu jedziemy kupować tam dom. Zakochaliśmy się w tym kraju i postanowiliśmy tam zamieszkać. Gdybyście chcieli kiedyś nas odwiedzić, to dajcie znać. Planujemy przygotować dom dla turystów. A na razie nasze spotkania z Gruzją tu piotr-i-celina.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Celino! Czuję się naprawdę doceniona, skoro mój opis spodobał się takiej Gruzjofilce, jak Ty :-). Nas też zauroczył ten kraj. Chcemy tam kiedyś wrócić, wiele znajomych też się tam wybiera - jak już kupicie dom i przygotujecie się na przyjazd turystów to dajcie znać, będziemy przekazywać namiar. Póki co chętnie zajrzę na Twój blog i powspominam Gruzję :)

      Usuń
    2. Damy znać na pewno. Dziękuję za tę Gruzjofilkę- świetne określenie i mam nadzieję "do zobaczenia w Gruzji":)

      Usuń
    3. Witaj Agnieszko. Właśnie wystartowaliśmy. Mamy przygotowane pokoje dla turystów. Mamy już także turystów. Głównie zatrzymują się u nas Polacy, ale byli też goście z innych stron świata. Podaję namiary naszego Peter's Guest Hous
      celina.wasilewska63@gmail.com
      Gruzja, Sighnaghi, ul. Pirosmani 2 i gruziński nr tel +995 599 22 1963
      Zapraszamy do pięknej Gruzji. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Dobry wpis i się uśmiecham bo dużo prawdy w tym co napisaliście :-) Taka jest Gruzja taką się ją kocha https://www.facebook.com/gruzjamojamilosc/?fref=ts troszkę więcej o moich podróżach do Gruzji.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...