29 października 2013

Z czym kojarzy Ci się Majorka?

Czy nazwa wyspy uruchamia Wam w głowie automatyczne odtwarzanie pewnego hitu lat 90-tych? Mi niestety tak. W pewnym sensie ta piosenka zrobiła nam i Majorce krzywdę, sprowadzając wyspę do wiecznego beach party. Tymczasem rzeczywistość jest inna, wyspa ma do zaoferowania znacznie więcej. W podróżniczej grze w skojarzenia wygrywa bowiem ten, kto danego miejsca doświadczył, zamiast powtarzać utarte klisze.

Majorkę wybraliśmy jako miejsce naszego tygodniowego urlopu zupełnie na ostatnią chwilę, kupując wycieczkę z biura podróży. Zwiedzanie organizowaliśmy sobie we własnym zakresie i takie rozwiązanie polecam. Wycieczka fakultatywna oferowana przez rezydenta kosztuje 72i oznacza jeden dzień "objazdówki", tj. biegania za przewodnikiem wraz z grupą innych desperatów. Dla porównania, wynajęcie auta na dwa dni kosztuje na Majorce około 80 i umożliwia poznanie wyspy we własnym tempie, zgodnie z własnymi upodobaniami. Można dogadać się z innymi turystami i wynająć auto wspólnie, co zmniejsza koszty, a jednocześnie stwarza możliwość poznania ciekawych ludzi. My osiągnęliśmy prawdziwy efekt synergii, zwiedzając wyspę z aż dwoma wyjątkowymi parami i wynajmując auto 7-osobowe.
Trasa pierwsza obejmowała północny-wschód wyspy, północ i północny zachód, aż do Valdemossy. Druga w większości poświęcona była Palmie (relacja TUTAJ) oraz południowemu wybrzeżu. Dodatkowo autobusem dojechaliśmy do Porto Cristo, miasteczka słynącego z podziemnej atrakcji turystycznej - jaskini Coves del Drac. Wydaje mi się, że w dwa dni nie sposób zwiedzić całej wyspy w sposób wyczerpujący, jednak udało się nabyć całkiem sporo nowych skojarzeń.
POGODA (NIE)PEWNA
Wydawać by się mogło, że Majorka w sezonie to tylko słońce i upały. Tymczasem we wrześniu pogoda potrafi tu być kapryśna, dlatego też jeśli nastawiacie się na bezchmurne niebo każdego dnia to możecie się rozczarować. Subtropikalny śródziemnomorski klimat staje się coraz wilgotniejszy wraz ze zbliżaniem się jesieni, dlatego niech Was nie zdziwi deszcz czy chmury. Pogoda to rzecz nieprzewidywalna i może być równie dobrze cały czas słonecznie, ale nam w ciągu 8 dni zdarzyło się zarówno opalić, jak i kilka razy ewakuować z plaży przed ulewą.
MUCHAS PLAYAS, MUCHAS CALAS
Wybrzeże Majorki to liczne setki zatok i zatoczek, co ma odzwierciedlenie w nazwie większości miejscowości (cala oznacza zatokę). Zatrzymaliśmy się w Calas de Mallorca - miasteczku na wschodnim wybrzeżu wyspy, które niestety nie ma zbyt wiele do zaoferowania poza nastawionymi na brytyjską klientelę knajpkami. Jak sama nazwa wskazuje (tłum. Zatoki Majorki) w okolicach znajduje się wiele zatoczek, w których kryją się niewielkie, ale piaszczyste plaże. Między jedną a drugą można spacerować wykutą w skale promenadą z pięknymi widokami.

Plaże na Majorce są w większości takie, jak dla nas, rozpieszczonych (rozpiaszczonych?) przez Bałtyk Polaków powinny być - można się położyć bez obawy, że kamienie będą gniotły nas w plecy. Jeśli Waszym priorytetem jest odwiedzenie najpiękniejszych plaż na wyspie, koniecznie zajrzyjcie TUTAJ, gdzie na mapie wyspy zaznaczono główne kurorty wraz z ich opisem.
Nam najbardziej podobało się plażowanie w Alcudii, na północy wyspy (zdjęcie powyżej). Piaszczyste wybrzeże jest tu wyjątkowo długie i szerokie. Odwiedziliśmy też polecane na forach Es Trenc, jednak może z powodu pochmurnej pogody, a może naszej plażowej ignorancji nie zrobiło na nas piorunującego wrażenia (miało być karaibsko, dziko, bez leżaków, a było ładnie, ale zwyczajnie; może są dwie plaże o tej samej nazwie?).
ZROBIENI NA PERŁOWO
Pierwsze miasto na trasie naszej objazdówki: Manacor. Stolica regionu, klimatyczna starówka, piękny neogotycki kościół Nostra Senyora des Dolors. Na beach party tu nie wpadniecie, bo miasteczko położone jest nieco wgłąb wyspy.
Manacor słynie z produkcji pereł, które mimo, że są sztuczne, cenami przewyższają te naturalne. Wytwórnia Perlas Majórica jest dostępna dla zwiedzających (zwiedzanie za darmo, kupowanie za krocie, ale duża liczba turystów zza naszych wschodnich granic sprawia, że interes się kręci).

MIASTECZKA JAK Z OBRAZKA
Jedziemy dalej. Po Manacorze było już tylko piękniej. Ot, taka Artà ze wzgórzem San Salvador, z którego rozpościera się widok niczym w Asyżu.
Dalej Alcúdia z piękną plażą, o której już wspominałam, a także z częścią portową i starówką - z renesansowymi kamienicami, wokół których rozpościerają się średniowieczne fortyfikacje.  Między portem a częścią zabytkową ciągnie się świetna droga rowerowa.
Kolejna miejscowość to Pollença i 365 schodów, które pokochasz i znienawidzisz. Idziesz takimi schodami i nie wiesz z jakiego powodu bardziej brakuje Ci tchu: pięknych widoków jakie Cię otaczają czy konkretnego wysiłku, jaki musisz wykonać by je zobaczyć. Na samym szczycie znajduje się niewielki kościółek.

Przystanek następny: tramwajowe Sóller. Przyjechaliśmy autem, serpentynową drogą (opcja prostsza, ale mniej widokowa: płatny tunel), ale równie dobrze można tu dojechać zabytkowym pociągiem z Palmy. Tak czy siak dotrzeć tu warto. Urokliwe miasto, piękny kościół Sant Bartomeu, z fasadą zaprojektowaną przez Joana Rubió (dla przypomnienia: uczeń Gaudiego). Sóller słynie z najlepszych na wyspie pomarańczy i oryginalnego tramwaju, który łączy starą część miasta z portem.

HIGH-LIFE I CELEBRYCI
Majorka ma swój urok, który działa na małych, średnich i wielkich tego świata. W drodze do Valdemossy mijaliśmy miasteczko Deià, dostojnie rozpościerające się na zboczach wzgórza. Coś pięknego. Dostrzegł to aktor Michael Douglas, który podobno posiada willę gdzieś w pobliżu. Ciekawe, czy opalała się w jej ogródku sama Catherine Zeta-Johnes...
Mówiąc o celebrytach zakochanych w Balearach, nie można pominąć pary Chopin&Sand. W czasach, kiedy nie pisano jeszcze blogów, powstał tu pamiętnik pisarki "Zima na Majorce", zawierający relację z pobytu w Valdemossie. W kartuzjańskim klasztorze, w którym zatrzymała się para, panowała atmosfera sprzyjająca kreatywności - powstało tu m. in. "Preludium deszczowe" Chopina. Lepsze skojarzenie niż piosenka ze wstępu, prawda?

Na wyspie wypoczywają zarówno fani tanich podróży (w sezonie do Palmy lata Ryanair, nawet z Poznania, co pozwala na niedrogie zorganizowanie sobie wakacji na własną rękę), jak i podróżnicy nie liczący się z wydatkami. Tych drugich spotkać można na przykład w Cala d'Or. Złota Zatoka to kurort, który upodobali sobie właściciele luksusowych jachtów. Architektoniczną ciekawostkę stanowią tu domku z zaokrąglonymi kątami, które dotarły do miasta wraz z projektantem z Ibizy. 
NIEPRÓŻNE TARGOWISKA
Wyspiarze lubują się w organizowaniu targowisk, na których kupić można warzywa, owoce, rękodzieło i wiele innych. Na tygodniowe targi zapraszają: Alcúdia (we wtorki), Port de Pollença (w środy), Inca (w czwartki), C'an Picafort (w piątki), Cala Ratjada (w soboty), Pollença (w niedzielę). A to tylko te większe targowiska, gdzie wiele innych, mniejszych, odbywa się w pozostałych miasteczkach. My odwiedziliśmy właśnie takie niewielkie targi w Artà i w Porto Cristo.
ZIELONO, ŁADNIE, KULTURALNIE
Oberwało mi się już raz za to, że zachwycałam się tym, jaka na Majorce panuje kultura jazdy. Podobno coś takiego przystoi tylko komuś, kto pierwszy raz był gdzieś na Zachodzie. Na swoją obronę mam to, że najczęściej wyjeżdżając nie korzystamy z auta, tylko z innych środków transportu, może stąd właśnie tak bardzo utkwiło nam w pamięci na przykład to, że kiedy jest znak ograniczenia prędkości, to wszyscy się do niego stosują, a kiedy przy pasach stoi pieszy, to się zatrzymuje i pozwala mu przejść. Niby banał, ale dzięki temu można zwiedzać wyspę z poczuciem względnego bezpieczeństwa, nawet w przypadku najbardziej stromych serpentyn. Z resztą nie ma sensu kryć się przed radarami, kiedy za oknem rozpościerają się takie widoki... 
PODSUMOWANIE
Z pieśnią na ustach czy słuchawkami na uszach - Majorkę zwiedzić warto, tak jak warto rozbudowywać swoje sieci neuronowe o nowe skojarzenia. Kto by pomyślał, że Chopin i przebój pop z lat 90-tych mogą mieć coś wspólnego, a tymczasem w jednym i drugim przypadku dotrzemy do tej pięknej wyspy. A jak już dotrzemy i rozejrzymy się choć trochę, to na pewno wyleczymy się ze stereotypowego obrazu Majorki, jaki zaserwowała nam ta bardziej współczesna muzyczna spuścizna wyspy.

6 komentarzy:

  1. Przepiękna fotorelacja, nie spodziewałam się, że Majorka jest TAK różnorodna!

    OdpowiedzUsuń
  2. rzeczywiście, ta relacja otworzyła mi oczy na inne od tego piosenkowego ;) oblicze Majorki... dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Majorka jest przepiękna. Spędziłem tam 10 dni i nie było dnia żeby nie widział jakieś ciekawej atrakcji. Według mnie numerem jeden są oczywiście klify na półwyspie Formentor oraz niesamowite serpentyny Sa Calobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Jest do czego wracać wspomnieniami, prawda?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...